MIEJSKIvibe

lifestyle, kultura i inspiracje

z polskich miast

Kto byli Ditko i Lee? Dedykacja w Marvels

Dedykacja w „Marvels” – kim była osoba, której poświęcono film i co się stało?

Zacząłeś oglądać film „Spider-Man: Daleko od Domu” i po napisach końcowych, obok informacji o słynnym J. Jonahu Jameson’ie i Mysterio, zauważyłeś tajemniczą dedykację? Mówiła o Ditko i Lee. Zastanawiasz się, kim była ta dwójka i dlaczego Marvel postanowił im poświęcić ten film? Dobrze trafiłeś! Dziś zagłębimy się w świat Marvela, by odpowiedzieć na pytanie: dedykacja w „Marvels” – kim była osoba, której poświęcono film i co się stało?


Nie ulega wątpliwości, że kinowe uniwersum Marvela, znane jako Marvel Cinematic Universe (MCU), to fenomen na skalę światową. Od małych, niszowych adaptacji w latach 40. ubiegłego wieku, po dominację w globalnym box office, droga do sukcesu była długa i wyboista. Wiele osób przyczyniło się do tego, że dzisiaj z zapartym tchem śledzimy losy Iron Mana, Kapitana Ameryki czy Spider-Mana. Ale za każdą wielką historią stoją jej twórcy, a dedykacje są hołdem dla tych, którzy położyli podwaliny pod ten fantastyczny świat.


Stan Lee – Legenda, która tchnęła życie w superbohaterów

Kiedy myślisz „Marvel”, zapewne pierwsza postać, która przychodzi Ci na myśl, to właśnie Stan Lee. I słusznie! Był on bowiem nie tylko współtwórcą wielu ikonicznych postaci, ale i prawdziwą twarzą całego wydawnictwa. Urodzony jako Stanley Martin Lieber, dołączył do Timely Comics (pierwotnej nazwy Marvela, założonej w 1939 roku przez Martina Goodmana) w 1941 roku. Zaczynał od prostych zadań, ale szybko okazało się, że ma smykałkę do opowiadania historii. Potrzebny był tekst do przygód Kapitana Ameryki, a Stanley spisał się doskonale. Podpisywał się jako Stan Lee, swoje prawdziwe nazwisko zachowując na „wielką amerykańską powieść”, którą planował kiedyś napisać.


Stan Lee zrewolucjonizował komiks superbohaterski, nadając bohaterom „ludzkie cechy”, dzięki czemu czytelnik mógł się z nimi utożsamiać. To on, przez lata, utrzymywał doskonały kontakt z fanami, był mistrzem autopromocji i niezaprzeczalną ikoną Marvela, pełniąc funkcje od redaktora po wydawcę, a nawet przez chwilę prezesa Marvel Comics. Jego zaangażowanie w przenoszenie przygód herosów na duży i mały ekran było ogromne. Mało kto pamięta, że już w 1944 roku pojawił się pierwszy film o Kapitanie Ameryce, ale prawdziwy rozkwit filmowego uniwersum nastąpił lata później. Stan Lee był obecny przy tym procesie, nie tylko doradzając, ale także czynnie uczestnicząc w produkcjach.


Niezapomniane cameo Stana Lee – uśmiech w każdym filmie

Z pewnością pamiętasz jego krótkie, ale zawsze zabawne występy w filmach Marvela. To właśnie te cameo stały się znakiem rozpoznawczym wielu produkcji Marvel Cinematic Universe, a po śmierci Stana Lee w 2018 roku, każdy z nich nabrał jeszcze większego znaczenia. Zaczęło się dość niepozornie – jego pierwsze filmowe cameo to gościnny występ jako członek rady przysięgłych w filmie „The Trial of the Incredible Hulk” z 1989 roku.


Później było już tylko lepiej, a jego obecność na ekranie stała się niemal rytuałem dla fanów. Widziałeś go jako sprzedawcę hot-dogów na plaży w „X-Men” (2000), w tłumie podczas festynu w „Spider-Man” (2002), czy jako listonosza Willie'ego Lumpkina w „Fantastic Four” (2005). W „Guardians of the Galaxy” (2014) wcielił się w amanta, a w „Avengers: Czas Ultrona” (2015) zaskoczył jako miłośnik alkoholu z mocną głową. W „Kapitanie Ameryka: Wojna bohaterów” (2016) był kurierem, a w „Doktorze Strange'u” (2016) pasażerem autobusu. „Thor: Ragnarok” (2017) pokazał go jako fryzjera, a „Avengers: Wojna bez granic” (2018) jako kierowcę autobusu. Nawet w „Ant-Man and the Wasp” (2018) pojawił się jako właściciel pomniejszonego samochodu. A w „Kapitanie Marvel” (2019), co było szczególnie wzruszające, czytał scenariusz filmu „Mallrats” – filmu, w którym również miał swoje cameo! Ostatnim kinowym występem był ten w „Avengers: Koniec gry” (2019), gdzie wołał „Make love, not war!”. Te krótkie momenty przypominały, że za tymi wszystkimi spektakularnymi opowieściami stoi człowiek z ogromną pasją i humorem.


Steve Ditko – niedoceniony geniusz w cieniu giganta?

Obok Stana Lee, dedykacja w „Spider-Man: Daleko od Domu” honoruje także Steve’a Ditko. I tu pojawia się pewien dylemat – o ile Stan Lee jest postacią obszernie opisaną w wielu źródłach, w tym w materiałach, na których opieramy nasz wpis, o tyle o Steve’ie Ditko wspomina się tam jedynie w tej dedykacji. Wiemy, że jego imię pojawia się obok Lee, co sugeruje ogromne znaczenie dla uniwersum, szczególnie dla Spider-Mana. Niestety, szczegółowe informacje na temat jego życia, twórczości czy wkładu w konkretne projekty, które mogłyby pomóc nam odpowiedzieć na pytanie, kim był i co się stało, nie znalazły się w udostępnionych wynikach researchu. To pokazuje, jak często, obok wielkich, medialnych postaci, pozostają inni, równie ważni, choć mniej eksponowani twórcy. Jego obecność w dedykacji jest jednak wyraźnym sygnałem od Marvela, że jego wkład w powstanie i rozwój uniwersum, zwłaszcza w historię Spider-Mana, jest niezaprzeczalny i zasługuje na pamięć.


Dedykacje, które łączą pokolenia i epoki Marvela

Historia filmowych adaptacji komiksów Marvela to, jak już wiesz, prawdziwa rollercoaster. Od filmów, które „raczej stały na przeciętnym lub wręcz słabym poziomie” w latach 70. i 80. (pamiętasz „Howard the Duck” z 1986 roku, który okazał się ogromną klęską?), po „Blade'a” z 1998 roku, który niespodziewanie okazał się hitem. Potem nastały sukcesy „X-Men” i „Spider-Mana” na początku XXI wieku, które, mimo że prawa do nich należały do innych studiów (Fox i Sony), utorowały drogę do powstania Marvel Studios.


Kevina Feige, mózgu MCU, możemy podziwiać za to, że od 2007 roku konsekwentnie dba o spójność uniwersum. Jego wizja, by filmy „wzajemnie się uzupełniały, jednocześnie każdy powinien zachować swoją własną tożsamość”, okazała się strzałem w dziesiątkę. To dzięki niemu, oraz oczywiście Stanowi Lee i wielu innym twórcom, dzisiaj możemy cieszyć się epickimi opowieści.


Dedykacje takie jak ta dla Ditko i Lee, zwłaszcza po śmierci Stana Lee w 2018 roku, służą jako ważne przypomnienie o korzeniach i dziedzictwie, na którym zbudowano to gigantyczne imperium rozrywki. To gest, który zamyka pewne rozdziały, jednocześnie otwierając nowe, zapewniając ciągłość i oddając hołd tym, którzy uczynili ten świat możliwym. To dzięki nim, i ich wizji, mamy te wszystkie historie, które kochamy, niezależnie od tego, czy oglądaliśmy je na kasetach VHS (kto pamięta „Punishera” z Dolphem Lundgrenem z epoki Tm-Semic?) czy na najnowszej platformie streamingowej. Ich dziedzictwo żyje w każdej klatce filmowej i w sercach milionów fanów na całym świecie..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *